poniedziałek, 14 grudnia 2015

Kosmetyki "na tak!" - krem do twarzy i ciała dla dzieci SYLVECO

Hello!

Źródło: https://www.mlekolandia.pl/kosmetyki-dla-dzieci,
sylveco-krem-pielegnujacy-do-twarzy-i-ciala,61-k-2039-2096-p



Od pewnego czasu mocno polubiłam się z firmą Sylveco. Zapewne nie wszystkie ich produkty przypadną mi
(i Wam) do gustu jednak ten krem mogę śmiało polecić dla całej rodziny!


Z powodu zepsucia telefonu
i braku dostępu do zdjęć muszę chwilowo posłużyć się źródłami internetowymi.



Źródło: sylveco.pl



Opis Producenta: 
- hypoalergiczny;
- do codziennej pielęgnacji twarzy i całego ciała;
- wyjątkowo delikatny;
- łatwo się rozprowadza i wchłania;
- pozostawia skórę doskonale nawilżoną, miękką i zabezpieczoną przed utratą wilgoci;
-oleje (oliwa z oliwek i olej ze słodkich migdałów) - natłuszczają, wzmacniają barierę lipidową skóry i chronią przed podrażnieniami; 
- witamina E i panthenol - przeciwdziałają odparzeniom, działają łagodząco i regenerująco na skórę.
Produkt hypoalergiczny, przebadany dermatologicznie. Bezzapachowy. Przeznaczony dla dzieci i niemowląt od pierwszego miesiąca życia.

Źródło: https://www.mlekolandia.pl/kosmetyki-dla-dzieci,sylveco-krem-pielegnujacy-do-twarzy-i-ciala,61-k-2039-2096-p
Skład: Woda (Aqua), Oliwa z oliwek (Olea Europaea (Olive) Oil), Olej ze słodkich migdałów (Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil), Stearynian glicerolu (Glyceryl Stearate), Kwas stearynowy (Stearic Acid), Alkohol cetylostearylowy (Cetearyl Alcohol), Panthenol, Alkohol benzylowy (Benzyl Alcohol), Betulina (Betulin), Guma ksantanowa (Xanthan Gum), Kwas dehydrooctowy (Dehydroacetic Acid).

Jak zapewne zauważyliście skład tego kosmetyku jest bardzo dobry. Zawiera tylko jeden powszechnie występujący i zarówno potencjalnie alergizujący alkohol.

  •   Benzyl Alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów; 
Zainteresowałam się również Cetearyl Alcoholem ze względu na to, że tworzy go alkohol cetylowy i stearylowy (czyli potencjalne alergeny). W chwili obecnej po przewertowaniu wiarygodnych źródeł nie mogę stwierdzić jego alergizującego wpływu na skórę. Znalazłam jednak informację, że Cetearyl Alcohol wraz z Glyceryl Stearate w czystej postaci mają działanie komedogenne - sprzyjają powstawaniu zaskórników. Nie mam jednak pewności czy takie działanie nie wystąpi również po ilości występującej w kosmetyku. 

Moja opinia:
Stosuję go od miesiąca i jak na razie mogę stwierdzić, że alkohol benzylowy mnie nie uczula. Jeśli to się zmieni dam znać:) W tym przypadku będzie bardzo łatwo rozpoznać alergen i wyeliminować go z innych kosmetyków. Należy przy jego eliminacji pamiętać, że występuje on w wielu naturalnych kosmetykach jako aromat czy konserwant. 
Jeśli chodzi o jego konsystencję to jest bardzo przyjemna. Po przeczytaniu ulotki miałam wrażenie, że będzie bardzo tłusta, jednak faza wodna w nim przeważa. Szybko się wchłania dlatego stosuję go jako bazę pod podkład. Co do tematu zaskórników dalej będę go pilnie obserwować bo
w chwili obecnej nie stwierdziłam ich zwiększonej ilości.  
Zapach jest ciężki do określenia bo prawie wcale go nie ma. Mogłabym to ująć zwięźle, że pachnie "jak krem" :D Tak mógłby pachnieć dla mnie każdy krem a najlepiej wcale.
Im mniej pachnideł tym lepiej dla naszej skóry. 

Z czystym sumieniem polecam ten krem - powtarzam - dla całej rodziny:) 

Z oceną pójdę wysoko bo żaden krem mnie jeszcze tak miło nie zaskoczył. 

Ocena: 9,5/10


wtorek, 24 listopada 2015

Kosmetyki "na tak!" - peeling oczyszczający do twarzy SYLVECO

Hello!


Przepraszam kochani za tygodniową przerwę. Wracam do Was pełna sił i pomysłów na posty;) Poniżej napisałam recenzję mojego ostatniego hitu. Miłej lektury! 


Opis producenta:
Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. 




Niepożądanymi składnikami tego kosmetyku są potencjalnie alergizujące alkohole (nieszkodliwe dla większości osób). 
  • Cetyl Alcohol - emolient, może powodować kontaktowe zapalenie skórny (contact eczema);
  • Benzyl Alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry.
Czytając dokładniej skład dostrzegłam pewien surowiec, łudząco kojarzący mi się z aluminium - mowa tu o Alumina (drugi składnik zaraz po wodzie). Czy się pomyliłam?


Skład (ze str sylveco.pl): Woda,  Korund,  Olej sojowy,  Masło karite (Shea),  Gliceryna,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej z pestek winogron,  Ekstrakt ze skrzypu polnego,  Wosk pszczeli, Alkohol cetylowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Olejek z drzewa herbacianego



Jak widać powyżej na stronie Sylveco widnieje jego polska nazwa - korund. Zauważyłam, że ta nazwa padła wcześniej w opisie producenta. Jednakże dalej nie wiedziałam czym on jest. Postanowiłam więc zasięgnąć opinii "wujka Google". Korund to nic innego jak tlenek glinu (NIE SÓL! jak w przypadku aluminium). W postaci kryształków stosuje się go w kosmetykach do usuwania martwego naskórka i pobudzania krążenia. 


Dlatego też w tej chwili wszyscy możemy odetchnąć z ulgą:) 

Moja opinia?
Peeling ma piękny, ziołowy zapach (ale nie apteczny;)) i bardzo silnie (ale bez podrażnienia) zdziera martwy naskórek z twarzy. Nie jest on ani za gruby, ani za drobny. Konsystencją przypomina raczej krem lub peeling enzymatyczny więc byłam bardzo mile zaskoczona gdy zaczęłam z nim pracować. Po aplikacji i masażu twarzy zostawiam go na skórze jeszcze przez kilka minut. Nie używałam go systematycznie dlatego nie jestem w stanie stwierdzić czy pomaga w walce z zaskórnikami. 

Do tej pory jedynymi produktami tego typu jakich mogłam używać były peelingi enzymatyczne. Ten z Sylveco stosuję od niedawna ale nie powoduje u mnie stanów zapalnych czy podrażnienia skóry twarzy. Jeśli takowe zaobserwuję to na pewno dam Wam znać i zaktualizuję notkę;). Właśnie doczytałam, że nie zaleca się stosowania tego peelingu przy zaostrzonych objawach trądziku. 

Podsumowując jak do tej pory peeling okazał się rewelacyjny. Otrzymuję ode mnie dość wysoką ocenę, która ewentualnie za jakiś czas może zostać nieco zaniżona. Mam jednak nadzieję, że nie znajdę żadnych wad tego produktu.

Produkt jest dostępny w drogerii Natura oraz stacjonarnych i internetowych sklepach z naturalnymi kosmetykami (cena ok 20 zł).

W następnym poście opiszę krem do twarzy i ciała Sylveco dla dzieci również z serii hipoalergicznej. Nie zdradzę jednak czy okazał się bublem czy hitem;) 

Co sądzicie o produktach Sylveco? Macie swoich ulubieńców?  Może jakieś się Wam nie sprawdziły? 

Ocena: 9/10

Na 10 punktów zasłuży produkt o dobrym działaniu i niezawierający surowców potencjalnie alergizujących. Mam nadzieję, że się taki znajdzie :) 

środa, 11 listopada 2015

Kosmetyki "na tak!" - kremy do rąk Alterra

Hello!
 

Dzisiejszy post będzie znacznie przyjemniejszy od poprzednich. Postanowiłam rozpocząć serię wpisów o drogeryjnych kosmetykach wartych polecenia. Ile można czytać tylko o bublach?;)

Zapewne wszyscy (lub większość) znacie firmę Alterra. Jeśli nie to za chwilę poznacie jej kremy do rąk, które właśnie testuję.


- Alterra, wieloskładnikowy krem do rąk z bio-granatem i bio-masłem shea, 75 ml.



Obietnice Producenta:
- pielęgnuje zmęczoną i suchą skórę rąk;
- nadaje jej aksamitną miękkość;
- szybko się wchłania
- nie pozostawia tłustej warstwy;
- odpowiedni dla wegan.




Skład: Aqua (woda demineralizowana), Glycyne Soja Oil* (olej sojowy), Glycerin (gliceryna roślinna), Alcohol* (alkohol etylowy),Olea Europaea Fruit Oil* (oliwa z oliwek), Cetyl Alcohol (alkohol cetylowy - tłuszczowy), Butyrospermum Parkii Butter* (masło shea), Glyceryl Stearate Citrate (estry glicerolu i kwasów tłuszczowych - stearynowego i cytrynowego), Cellulose (celuloza), Carthamus Tinctorius Seed Oil* (olej szafranowy), Punica Granatum Seed Oil* (olej z nasion granatu), Xanthan gum , Simmondsia Chinesis Seed Oil* (olej jojoba), Aloe Barbadensis Leaf Juice* (sok z liści aloesu), Punica Granatum Fruit Extract* (ekstrakt z granatu), Ginko Biloba Leaf Extract (ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego), Tocopherol (Vitamin E), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Ascorbyl Palmitate (askorbinian palmitylu), Parfum** (mieszanina olejków eterycznych), Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Farnesol**.

inhaltsstoffe aus kontrolliert biologischem Anbau/ingredients from certified organic agriculture (składniki z rolnictwa ekologicznego)
** aus natürlichen Ölen/from natural essential oils (z naturalnych olejów eterycznych) 


- Alterra, krem do rąk bio rumianek/jojoba, 75 ml.




Obietnice producenta:
- do skóry normalnej;
- nawilża;
lekko pielęgnuje;
- szybko się wchłania;
- odpowiedni dla wegan.




Skład: Aqua (woda demineralizowana), Glycne Soja Oil* (olej sojowy), Glycerin (gliceryna roślinna), Alcohol* (alkohol etylowy), Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Alcohol (alkohol cetylowy - tłuszczowy), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate (estry glicerolu i kwasów tłuszczowych - stearynowego i cytrynowego), Butyrospermum Parkii Butter* (masło shea), Cellulose (celuloza), Helianthus Annuus Hybrid Oil, Simmondsia Chinesis Seed Oil* (olej jojoba), Chamomilla Recutita Flower Extract*, Xanthan gum , Sodium Lactate, Rhus Verniciflua Peel Cera, Tocopherol (Vitamin E), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Ascorbyl Palmitate (askorbinian palmitylu), Parfum** (mieszanina olejków eterycznych), Linalool**, Citronellol**.

Cetyl Alcohol - emolient; w niektórych przypadkach może powodować kontaktowe zapalenie skóry.

Nie tylko alkohol cetylowy może powodować uczulenie. Do grupy zapachów o potencjalnie alergizującym działaniu zaliczamy:
  • w kremie z bio granatem - Linalool, Limonene, Geraniol, Citral, Citronellol i Farnesol;
  • w kremie z bio rumiankiem - Linalool i Citronellol,
a więc substancje zapachowe - pochodne alkoholi. Więcej na ten temat przeczytacie tu. 

Jak już wspomniałam osoby z alergią na alkohole mogą dostać kontaktowego zapalenia skóry. Jednakże w wielu kosmetykach drogeryjnych jak i ekologicznych są one stosowane jako rozpuszczalniki czy aromaty. Jeśli alergia dotyczy substancji zapachowych pozostaje sięgać po specjalne kosmetyki bezzapachowe np. apteczne. W przypadku alkoholu cetylowego należy unikać kosmetyków, mających go w składzie. 

Kosmetyki te nie są jednak wypchane po brzegi chemią jak podobne produkty stojące obok na półce w drogerii. Niestety tych drugich jest pełno. W drogerii, którą odwiedziłam kremy do rąk (zapewne nie tylko one) firmy Alterra były jedynymi, co do których nie mam zastrzeżeń. Tak, nie mam "ale" nawet do alkoholu. W dzisiejszych czasach może nas uczulać wiele rzeczy - zwłaszcza konserwanty w żywności - więc zaczerwienienie skóry przez lanolinę (bo to ona z powyższych składników najczęściej uczula) jest niczym przy ostrych reakcjach krzyżowych chemicznych związków obecnych w pozostałych produktach. Jeśli krem do rąk zawiera kilka związków silnie uczulających z różnych grup to wydaje się jasne, że wzajemnie się nasilają (w kontekście negatywnym). 

Co sądzę o ich działaniu?

Kremy działają nawilżająco i odżywiająco na skórę dłoni i paznokcie. Trzeba jednak uważać aby nie nałożyć ich za dużo bo mogą pozostawić tłusty film na dłoniach (!). Na chwilę obecną brak objawów uczulenia i raczej nie powinno być (poinformuję Was jeśli się coś zmieni). Nie zawiera również składników toksycznych i szkodliwych jak pozostałe kremy do rąk czy inne pielęgnacyjne.


Jedyny minus o którym już wspomniałam to tłusty film po zbyt dużej aplikacji produktu. Oczywiście po jakimś czasie warstwa ta się wchłania bądź wytrze o coś ;). 

Czy używaliście już produktów firmy Alterra? jestem ciekawa Waszych opinii! Mam nadzieję, że tego typu posty przypadną Wam do gustu. Buziaki!

 OCENA: 9/10

środa, 4 listopada 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach, cz. 4 + Bania (Babcia) Agafii, Z Apteczki Babuni (SLS, SLES, ALS, ALES, CAPB, Cocamide DEA, TEA, MEA, MI, MIT, disodium EDTA, DMD Hydantoin, Propylene Glycol, Xylene Glycol, Alcohol Denat.)

Hello!

Zapraszam do przeczytania 4 i ostatniej (!) części z serii postów
o chemicznych składnikach;) Od kolejnego postu notki będą dotyczyły m.in wybranego, popularnego produktu czy tego co warto kupić w drogerii. Przyjmuję "zamówienia" na kosmetyki, które chcecie abym zrecenzowała;) 



Bania Agafii, szampon ziołowo - dziegciowy
Źródło: www.sklep.bioarp.pl

Skład: Aqua, Sodium Laureth SulfateCocamidopropyl, Betaine, Cocamide DEA, Sodium Styrene/Acrylates Copolimer, Climabazole, TriethanolamineMethylchloroisothiazolinoneMethylisothiazolinone, Parfum, Sodium Shale Oil Sulfonate, Saponaria Officinalis, Niacin.

 Czego możemy się po nim spodziewać? Zdrowych, silnych włosów pozbawionych łupieżu oraz (czego nie napisali) pokrzywki i świądu - zupełnie gratis! Mały bonus ode mnie - działanie negatywne potwierdzone osobiście ;) Dorzuciłabym jeszcze do tego łupież ale przecież producent pisze inaczej... 



Do rodziny laurylosiarczanów sodu ("SLS") zaliczamy następujące związki: 

- Sodium Lauryl Sulfate (SLS);

- Sodium Laureth Sulfate (SLES);
- Ammonium Lauryl Sulfate (ALS);
- Ammonium Laureth Sulfate (ALES);
- TEA (Triethanolamine) Laureth Sulfate;
- Sodium Myreth Sulfate.


Związki te są chemicznymi detergentami, stosowanymi do odtłuszczania i mycia (środki pianotwórcze) pomieszczeń oraz urządzeń. Występują one w wielu produktach do pielęgnacji skóry i kąpieli (m.in. płyny, żele pod prysznic). Zaburzają wydzielanie łoju i potu, upośledzają czynności gruczołów apokrynowych, powodują przesuszenie i podrażnienie skóry, a także wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Uszkadzają osłonki włosów powodując ich łamliwość i rozdwajanie
Powodują podrażnienie oczu i zapalenie spojówek. W przypadku dostania się do jamy nosowej mogą wywołać nieżyt nosa. Na ich zły wpływ szczególnie narażone są niemowlęta i dzieci oraz skóra w okolicy narządów płciowych. PRZENIKAJĄ ze skóry do krwi wywołując działanie ogólne. KUMULUJĄ SIĘ w organizmie (!). Są metabolizowane (przetwarzane) w wątrobie. Uszkadzają układ nerwowy i układ odpornościowy skóry. Obniżają stężenie estrogenów, mogą wzmagać niekorzystne skutki menopauzy. Poprzez wcieranie produktu

w piersi mogą wywoływać nowotwory i uszkadzać spermatogenezę oraz owogenezę (tworzenie plemników i komórek jajowych), co może przyczynić się do zaburzenia płodności.   
Należy zapamiętać, że wszystkie laurylosiarczany sodu są szkodliwe
a producenci co raz częściej sięgają po mniej znane Ammonium Lauryl Sulfate i Sodium Myreth Sulfate. Ich nazwy mogą błędnie sugerować klientom, że są naturalne i stanowią zdrową alternatywę dla tych powszechnie stosowanych.
SLS i SLES mogą być zanieczyszczone rakotwórczymi dioksanami (dioxane). SLS są mutagenami uszkadzającymi materiał genetyczny. Nie stosować żadnego z powyższych w czasie ciąży i laktacji. 


Cocamidopropyl Betaine (CAPB) detergent anionowy, będący podstawą szamponów, żeli do kąpieli czy mydeł w płynie . Jeśli występuje w produkcie bez SLS-ów wówczas nie jest szkodliwy. Jednakże połączenie obydwu grup związków powoduje przesuszenie skóry, łupież, wypryski na skórze owłosionej
i alergiczne zapalenie skóry (!!!).


Kolejnym bezlitosnym związkiem jest Cocamide DEA oraz jego "krewna" Triethanolamine. Przy okazji wymienię jego pokrewne związki o równie niefajnym działaniu. 

 Diethanolamine (DEA, dietanoloamina): Cocamide DEA, Cocomide DEA, Triethanolamine (TEA) i Monoethanolamine (MEA) są dodawane do kosmetyków jako emulgatory i detergenty.
W połączeniu ze związkami azotowymi (np. z kosmetyków) tworzą rakotwórcze nitrozaminy. Działają drażniąco na błony śluzowe i skórę w pachwinach wywołując pokrzywkę i świąd. Nie stosować w okresie ciąży i laktacji.

Methylchloroisothiazolinone (MIT) i Methylisothiazolinone (MI) są to konserwanty powszechnie występujące w produktach do spłukiwania (żele pod prysznic, szampony), typu leave-on (balsamów do ciała i przeciwsłoneczne) czy kosmetyków dla dzieci (chusteczki). Powodują częste reakcje alergiczne od drobnych wysypek po wypełnione płynem grudki, swędzenie oczu a nawet obrzęk twarzy czy egzemę. 
W sierpniu 2013 roku Daily Mail stwierdził ich obecność (jednego bądź obydwu) w: L’Oreal Paris Triple Active Day Multi-Protection Moisturiser; Sanctuary Mini Mande Lular Body Soufflé; Clarins Paris Exfoliating Body Scrub for Smooth Skin; Olay Professional Exfoliating Cream Cleanser (150ml); Nivea Body Lotion Express Hydration; Piz Buin 1 Day Long Lotion. 
Kilka firm ogłosiło wtedy, że przestaną używać MI, a są to: Vaseline, Brylcreem, Huggies, Molton Brown, Nivea and Johnson & Johnson’s Piz Buin. Jednakże produkty zawierające podejrzewane składniki mogą dalej znajdować się na sklepowych półkach.

Zapomniałam dodać, że szampon ten kupiłam "w ciemno" w jednym ze sklepów z naturalnymi kosmetykami. Czy ktoś tu widzi jakiś związek
z naturą? ;) 

Joanna, Z Apteczki Babuni, szampon wzmacniający 


"Najlepsze" zostawiłam na koniec! Również przetestowany na własnej skórze w wieku młodzieńczym. Nigdy się nie lubiliśmy...

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycereth-2 Cocoate, Cocamidopropylamine Oxide, Polyquaternium-7, Rosmarinus Officinalis Extract, Equisetum Arvense Extract, Propylene Glycol, Alcohol Denat., Panthenol, Citric Acid, Disodium EDTA, Parfum, Hexyl Cinnamal, DMDM HydantoinMethylchloroisothiazolinoneMethylisothiazolinone.

SLS-y Cocamidopropyl betaine (CAPB) patrz wyżej;

Disodium EDTA Pełni rolę stabilizatora w kosmetykach.
Często jednak zanieczyszczony i działa kancerogennie. Podrażnia skórę i błony śluzowe. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży;

DMDM Hydantoin - konserwant, wydziela rakotwórczy
i drażniący formaldehyd. Działa szkodliwie na gruczoły ekrynowe
i apokrynowe, zaburza czynności gruczołów łojowych
i hormonalnych (dokrewnych). U dziewcząt i młodych kobiet niektóre metabolity tego związku wywołują nadmierne owłosienie, podobnie jak  dwufenylohydantoina. Wywołuje stany zapalne skóry. Może powodować nowotwory. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży;


Methylchloroisothiazolinone i Methylisothiazolinone - patrz produkt wyżej;

Propylene Glycol jak i Xylene Glycol są stosowane w wielu kosmetykach jako rozpuszczalnik. Działają rakotwórczo. Silnie toksyczne w razie spożycia (uszkadzają wątrobę, układ nerwowy
i nerki). Resorbują się ze skóry do krwi i limfy. Uszkadzają nabłonki, tkankę łączną i mięśniową. Zastosowane na skórę wysuszają naskórek, ale równocześnie podrażniają gruczoły łojowe i apokrynowe wywołując stan zapalny i wysięki wokół gruczołów. Uszkadzają powłoczki włosów. Wywołują podrażnienie naskórka
i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry.

Łój i złuszczone keratynocyty z glikolami tworzą substancję zatykająca ujścia gruczołów.
W pachwinach i wokół narządów płciowych powodują wypryski drobnopęcherzykowe przechodzące potem w strupki i rozpadliny. Kosmetyki zawierające glikol propylenowy w razie dostania się do oczu powodują zapalenie gałki ocznej i spojówek, co objawia się łzawieniem, pieczeniem, świądem i opuchnięciem powiek. Uszkadzają strukturę lipidowo-proteinową błon komórkowych. Wdychane podczas używania aerozoli z kosmetykami uszkadzają nabłonki układu oddechowego i powodują kaszel oraz nieżyt. Uszkadzają komórki krwi i szpik kostny. W neuronach
i w mięśniach zaburzają procesy przewodzenia podniet i proces skurczu. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży;


Alcohol Denat. - najtańszy i jeden z najpowszechniejszych alkoholi, ma silne działanie wysuszając. Może podrażniać skórę


Wspominałam Wam w wielu postach, że wymienione alkohole zaznaczone ciemną pomarańczą zostawiam do rozważenia bo nie wszystkich da się uniknąć (niektóre występują nawet w produktach naturalnych). Po przeczytaniu opisu mam nadzieję, że stanie się dla Was jasne dlaczego powinniście odciąć się od tych dwóch opisanych powyżej (przynajmniej glikolu propylenowego).

Data pojawienia się kolejnego wpisu zostanie owiana tajemnicą:) Na pewno pojawi się jeszcze do końca przyszłego tygodnia. Czekajcie grzecznie bo ładuję baterie. Buziaki! 

piątek, 30 października 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach, cz. 3 + Crystal, Michael Todd (Ammonium Alum, DMAE, Tetrasodium EDTA)

Hello!

Dzisiejszy wpis będzie zdecydowanie mniej przerażający niż ostatnie ;) W ciągu 3 poprzednich postów dowiedzieliście się czym są Mineral Oils (oleje mineralne), Butylated hydroxyanisole (BHA, butylowany hydroksyanizol), Butylated hydroxytoluene (BHT, butylowany hydroksytoluen), Parabeny (Methylo- i Ethylparaben) oraz poznaliście potencjalnie alergizujące alkohole. O ile tych ostatnich nie zawsze możemy uniknąć to pozostałych - owszem. Jak? Czytając dokładnie etykietkę. Często producenci piszą spolszczone wersje związków przez co możemy je omyłkowo przeoczyć. 
Właśnie usunęłam kilkanaście linijek tekstu bo uznałam, że ten post będzie za długi a miałam Was już tak nie męczyć. Obawiam się, że nie każdy jest skłonny przeczytać za jednym razem mój wywód długości badania naukowego... Z tego powodu następnym wpisem będzie część 4 - ostatnia!:)

Przejdźmy więc do głębszej analizy kolejnej  grupy kosmetyków wspomnianych w części pierwszej.


- Crystal, Body deodorant stick


Źródło: google.pl

Przed Wami produkt paradoks. Producent wyraźnie napisał, że jest to dezodorant bez soli aluminium. Jak już wcześniej wspomniałam zawarty w składzie AŁUN jest... dokładnie tym związkiem, którego produkt miał nie zawierać:)  Związek glinowo-potasowy lub glinowo-amonowy jest równoznaczny z solą aluminium (bo glin to aluminium ;)). 

Dlaczego więc powinniśmy unikać soli aluminium?
Chociażby dlatego, że są TOKSYCZNE. Znajdują się w puszkach, foliach, kremach do opalania oraz antyperspirantach i innych produktach blokujących gruczoły potowe. Pot i jego odór nie mogą wydostać się przez skórę więc zatruwają organizm od środka (aluminium ulega kumulacji). Stosowanie antyperspirantów z tą solą może doprowadzić do zapalenia gruczołów łojowych i potowych oraz przesuszenia i podrażnienia skóry. W komórkach nowotworowych znajdujących się w piersiach bardzo często odnajdowano ślady aluminium. Co więcej, WHO wydało oświadczenie o jego możliwym działaniu na chorobę Alzheimera. 


- Michael Todd, Citrus Cream Moisturizer


Źródła: google.pl i http://believe-u-can.blogspot.co.uk/2013/10/o-zamieszaniu-w-skadach-u-michaela-t.html

Jako drugi na celowniku znalazł się cytrusowy krem nawilżający od Michaela Todda. Poza podkreślonym na zdjęciu tetrasodium EDTA odkryłam jeszcze jednego "chochlika" w tym produkcie. Myślę tu
o DMAE. Przyznam szczerze, że o ile znałam wcześniej pierwszy to
z drugim spotkałam się dopiero analizując ten produkt. 

DMAE (dimethylaminoethanol) - związek ten znany jest od 30 lat
i stosuje się go jako doustny suplement w celu poprawy koncentracji. Obecnie wiadomo, że nie jest on tak efektywny jak sądzono. Stosuje się go m.in. u chorych na ADHD, Alzheimera i autyzm. 

Mimo braku oficjalnych danych dotyczących wpływu DMAE na skórę istnieje wiele źródeł internetowych, które znalazły związek pomiędzy nimi. Niektóre z nich zakładają, że substancja ta chroni błonę komórkową, jednak to działanie - jak twierdzą inni - może okazać się szkodliwe.
Badania opublikowane w British Journal of Dermatology (Marzec, 2007) wykazały, że w rzeczywistości może on stanowić zagrożenie dla skóry. Zarówno test czystej substancji in vitro (w warunkach labolatoryjnych) jak i kremów zawierających DMAE wykazały dość szybki i znaczny wzrost elementów ochronnych otaczających komórki skóry. Jednakże po krótkim czasie badacze zaobserwowali znaczny spadek ich zwiększania, a w niektórych przypadkach zatrzymał się zupełnie.
Wg badań Wydziału Medycyny Kanadyjskiego Uniwersytetu Laval, DMAE może również indukować śmierć komórek i zmniejszyć namnażanie fibroblastów produkujących kolagen. Powiększenie się komórek to w istocie reakcja obronna organizmu, której towarzyszy zwolnienie metabolizmu a na końcu ich śmierć. Dwadzieścia cztery godziny po nałożeniu stężonej substancji znajdującej się w kremie przeciwzmarszczkowym wskaźnik śmiertelności fibroblastów wynosił ponad 25%
Badanie przeprowadzone w Brazylii w 2009 roku pokazuje, że dimethylaminoethanol stosowany przez kilka lat może zwiększać grubość skóry i włókien kolagenu. Wskazuje ono również na działanie nawilżające DMAE i nieznaczne modyfikowanie właściwości mechanicznych tkanek
Opinię o związku zostawiam Wam. Oznaczyłam go kolorem ciemnopomarańczowym jako "do rozważenia" ze względu na niejednolite opinie na jego temat.

Tetrasodium EDTA (Ethylenediaminetetraacid, wersenian czterosodowy) zwiększa trwałość i stabilność kosmetyku poprzez tworzenie związków chemicznych z jonami metali. W obecności związków azotowych tworzy rakotwórcze nitrozaminy. Działa teratogennie (toksycznie na płód lub zarodek). Nie stosować
w czasie ciąży i laktacji.

Ps. W chwili publikacji powinnam już znajdować się w samolocie. Kolejny (i ostatni) post z tej serii pojawi się w środę - również automatycznie. Wiem, wiem. Obiecywałam tylko 3 ale ogrom wiedzy do przekazania jest zbyt przytłaczający aby pomieścić wszystko w jednej notce... Buziaki!





  1. http://www.czystekosmetyki.pl/sole-aluminium-w-kosmetykach.html
  2. http://www.paulaschoice.com/cosmetic-ingredient-dictionary/definition/dimethylaminoethanol-dmae
  3. https://www.truthinaging.com/review/what-is-it-dmae-anti-ager-or-cell-killer
  4. http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm
  5. http://ekotarg.pl/artykul/wybieram_zdrowe_kosmetyki._cz._v_co_to_jest_edta_,247







poniedziałek, 26 października 2015

Dlaczego założyłam blog, czyli kilka słów o moim uczuleniu, cz. 1.

 Od około 10-11 lat choruję na Łojotokowe Zapalenie Skóry  i/lub Atopowe Zapalenie Skóry (eh... ta jednomyślność lekarzy). W tamtym czasie, a nawet rok wcześniej, zauważyłam pierwsze objawy choroby na skórze głowy. Zostały one przeze mnie zignorowane, gdyż wiązałam je zawsze z czymś innym. Miałam na głowie strupy wypełnione płynem, które notorycznie zrywałam sądząc,że jest to zapewne źle spłukany szampon (bo co innego?).
Teraz już jestem świadoma, że pojawianie się owych reakcji jest związane z pobytem u babci i stosowania zwykłego, najtańszego szamponu pokrzywowego za "3 zł". Niestety nie pamiętam już jego nazwy. Po jakimś czasie pojawiły się plamy na twarzy ale tylko po zastosowaniu podkładu marki Under Twenty.

Źródło: kosmetyki.stylistka.pl

Do mniej więcej połowy 15 roku życia nie stosowałam raczej kosmetyków - wyjątek stanowiły kolorowe, wręcz ordynarne cienie do powiek, które uwielbiałam (sick!) ale nie malowałam się nimi na co dzień. Pewnego dnia postanowiłam kupić fluid (chociaż teraz nie wiem po co?). Przez dwa miesiące miałam piękną, gładką, za ciemną
(a jakże!) twarz w porównaniu do szyi ale to mi nie przeszkadzało
w "delektowaniu" się nowym skarbem. Prawdziwa "zabawa" zaczęła się szybciej niż mogłam to sobie wyobrazić. Pewnego dnia zaraz po nałożeniu podkładu zaczęłam odczuwać dyskomfort i uczucie pieczenia na prawym policzku oraz w okolicy nosa. Po kilku minutach zobaczyłam wysyp czerwonych, piekących plam i natychmiast zmyłam podkład. Jak się zapewne domyślacie plamy zostały na mojej twarzy przez kilka dni. Towarzyszyły im uszkodzenia skóry i nadmierne jej przesuszanie (szczególnie w strefie T). Próbowałam jeszcze do niego wrócić ale ostatecznie się poddałam i go wyrzuciłam. 


Nie jestem pewna co było najpierw - podkład czy żele myjące do twarzy. Uczulały mnie również żele i peelingi do mycia twarzy wszelakich firm. Prekursorem był Under Twenty (ta sama marka co podkład), później poszło z górki: Garnier, Nivea, Clean & Clear
i pozostałe firmy, których w tej chwili nie pamiętam. Wszystkie
z podobnego przedziału cenowego. Objawy były bardziej nasilone, piekła mnie już cała skóra, bez wyjątków. 






                                                    wizaz.pl; natura.pl




Do malowania się wróciłam gdy miałam blisko 17 lat. Muszę w tym miejscu stwierdzić,że natura (zanim pojawiło się to uporczywe zapalenie) bardzo łaskawie obchodziła się z moją skórą. "Trądzik młodzieńczy" - o ile mogę nazwać mój chwilowy epizod - objawił się miesięcznymi krostami, których bardzo szybko się pozbyłam (max 2 miesiące). Tak więc wróciłam do używania podkładu i reszty asortymentu - pudru, tuszu, bardziej stonowanych cieni. Znowu ta sama, dobrze już znana kolej rzeczy. Kilka miesięcy spokoju, walka, odstawienie. W tamtym okresie podkładem, który mnie nie uczulił a miał przystępną cenę był Lirene w szarym opakowaniu (kosztował ok
17-20 zł). 




Wypróbowałam większość wariantów co kończyło się tylko jeszcze silniejszymi wykwitami na twarzy. Najgorsze były produkty hypoalergiczne - serio! Podkład z owej serii marki AA uczulił mnie po...
7 dniach. To był zdecydowanie mój rekordzista. Całe liceum spędziłam na testowaniu coraz to nowszych kosmetyków do pielęgnacji i makijażu. Krem Soraya równie szybko został pożegnany co poprzednie. 



To chyba ten ;) 
wizaz.pl

Postanowiłam udać się do dermatologa. Do stosowania na twarz przepisała mi tłusty krem apteczny. Produkt taki działa powierzchniowo, a więc skóra dalej była przesuszona. Niedługo przed wizytą stwierdziłam, że mam również problem z nadmiernie wypadającymi włosami. Dostałam więc od dermatologa niemiecką wcierkę do włosów Neril Haar z Garniera. Analizując teraz na szybko jego skład stwierdzam, że nie jest on szkodliwy i u większości osób nie spowoduje alergii (wyjątek - uczuleni na glikol propylenowy, alkohol). 

Miałam również dodatkowy problem skórny, o którym właśnie sobie przypomniałam. Od wczesneij młodości pojawiały się u mnie czerwone, drobne krostki - na udach, buzi, plecach czy ramionach. Dziś występują one niemal nieprzerwanie (z większym lub mniejszym na sileniem) na rękach i sporadycznie nad łopatkami. W tym miejscu muszę wtrącić jeszcze jedną ważną informację. Przez pewien czas w okresie dzieciństwa źle się czułam po mleku dlatego alergolog podejrzewał skazę białkową. Wykonane testy w późniejszym wieku ok 13-14 lat dały wynik ujemny, jednak to - jak już dziś wiem dzięki Pani prof. ze studiów od znienawidzonej immunologii ;)- nie świadczy o braku nadwrażliwości na dany pokarm czy substancję. Testy skórne wykonywane
w gabinetach lekarskich wykrywają przeciwciała igE, odpowiedzialne za alergię. Natomiast immunoglobuliny klasy G (igG) występują
w przypadku nietolerancji pokarmowej (nie, to nie jest to samo!). Nie wiem, może w czasach dzieciństwa takie testy nie były jeszcze dostępne. Dziś na rynku mamy m.in. Food Detectice, służący do wykrywania IgG. Testy te wykonują wyspecjalizowani lekarze czy dietetycy. 


Wróćmy jednak do tematu mojej skóry. Pani dermatolog przepisała mi krem mocznikowy Pilarix. Po nałożeniu go na skórę ramion za każdym razem miałam okropne uczucie pieczenia i szybko zaczerwieniała mi się skóra. Był to jednak ból nie do wytrzymania i musiałam go szybko zmyć ze skóry. 



http://www.i-apteka.pl/product-pol-2129-PILARIX-krem-100ml.html


Nie zaobserwowałam do tej pory uczulenia na kwas salicylowy, który
o to podejrzewałam. Pozostałymi składnikami, które mogły się do tego przyczynić są alkohole (Cetyl i Stearyl) Ethylparaben. Zastanawiam się teraz, a w zasadzie to przecież wszyscy wiemy co by się stało gdybym zastosowała się do zaleceń pani dermatolog i nałożyła go również punktowo na przesuszone zgrubienia skórne na twarzy... O zgrozo! 


O ile na alkohole o działaniu alergizującym występujące w kosmetykach (dopóki nie mamy na nie uczulenia) można przymknąć czasem oko
o tyle na parabeny - nie. Dlaczego? Tych, którzy pominęli poprzedni post zachęcam do przeczytania więcej na ten temat http://beauty-is-a-lie.blogspot.co.uk/2015/10/chemiczne-skadniki-w-kosmetykach-cz-2.html


Po leczeniu bez skutków postanowiłam na własną rękę walczyć ze szpecącymi mnie plamami... 


Wyczekujcie więc kontynuacji tego wpisu! :) Buziaki!


Ps. Zauważyłam, że mam wyłączoną opcję komentowania dla niezarejestrowanych użytkowników. Odblokowałam ją i tym samym zachęcam wszystkich do wypowiadania się co sądzicie na dany temat;) 

czwartek, 22 października 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach, cz. 2 - Krem oliwkowy Ziaja (Paraffinum Liquidum i inne oleje mineralne, parabeny, BHA i BHT)

Przed Wami druga część postu o chemicznych składnikach. Tych, którzy nie czytali odsyłam do lektury: http://beauty-is-a-lie.blogspot.co.uk/2015/10/chemiczne-skadniki-w-kosmetykach.html. Na starcie muszę Was zmartwić. Będzie trzecia część więc można rzec, że napiszę trylogię ;). Dlaczego? Dowiecie się w dalszej części. Przyjrzyjmy się zatem bliżej wspomnianemu w poprzednim poście produktowi. 

Cały czas staram się zrozumieć dlaczego krem oliwkowy firmy Ziaja jest tak popularny. Zgaduję, że ze względu na cenę - ok. 4 zł. Osobiście po pierwszym użyciu dostałam kontaktowego zapalenia skóry. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co teraz po ponad 4 godzinach pisania postu. Mam nadzieję, że moim długim wywodem pokażę Wam dlaczego nie warto mieć go w szufladzie. Podczas poszukiwań składników produktu interesujący okazał się fakt, że na każdej stronie miał... inny skład;) Najczęściej proporcje. W jednej wersji (zdjęcie poniżej) znajdowało się nawet więcej oleju parafinowego (Paraffinum Liquidum) niż wody. W innym zaś głównym składnikiem było Petrolatum (nafta). Jako, że w przypadku tego pierwszego mam dowód w postaci zdjęcia, postanowiłam go opisać poniżej. 




Źródło: mycreativemakeup.blogspot.com

wizaz.pl
  • Paraffinum Liquidum (olej parafinowy, płynna parafina),  Cera Microcristallina (wosk parafinowy), Paraffin (parafina) i Ceresin (cerezyna, rafinowany wosk ziemny) należą do olejów mineralnych (produktów destylacji ropy naftowej). Nie wchłaniają się z powierzchni skóry, zatykają tym samym pory i gromadzą kurz i bakterie. Stosowane jako tanie zmiękczacze w wielu (!) kosmetykach.
    Oleje mineralne mogą występować pod innymi nazwami takimi jak: 
    Petrolatum (nafta), Liquid Paraffin (płynna parafina), Paraffin Oil (olej parafinowy), Mineral Oils, Oil MistWhite OilHydrocarbon OilsVaseline (wazelina) i inne substancje utworzone od tych nazw;

  • Aqua (woda);
  • Helianthus Anuus (Sunflower) Seed Oil - olej słonecznikowy;
  • Olea Europaea (Olive) Fruit Oil - oliwa z oliwek;
  • Cetyl Alcohol - emolient, może powodować kontaktowe zapalenie skórny (contact eczema);
  • Lanolin Alcohol - emolient, może powodować kontaktowe zapalenie skórny, możliwa reakcja alergiczna po dłuższej ekspozycji na alergen;
  • BHA (butylated hydroxyanisole, butylowany hydroksyanizol) - wraz z nieobecnym w składzie ale równie często zawartym w kosmetykach BHT (butylated hydroxytoluene, butylowany hydroksytoluen) występują
    w kremach jako konserwanty i przeciwutleniacze. Mogą powodować, świąd, rumień, pokrzywkę oraz inne alergie. W niektórych przypadkach powodują kontaktowe zapalenie skóry. Prawdopodobnie wpływają toksycznie na nerki. Mogą powodować napady duszności. 
  • Methyloparaben i Ethylparaben- konserwanty; powodują alergiczne zapalenie skóry (egzema) typu pokrzywki, rumienia i strupków po pęknięciu pęcherzyków. Wchłaniają się ze skóry do krwi i limfy (!) działając ogólnie. Szczególnie łatwo przenikają przez skórę w pachwinach, klatce piersiowej, szyi i w okolicach narządów płciowych. Działają proestrogennie (predysponują do rozwoju raka piersi). Mogą niekorzystnie wpływać na rozwój zarodka
    i płodu u kobiet ciężarnych. Na mężczyzn działają feminizująco (obniża testosteron). Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.
     
  • Parfum (Fragrance);
  • Linalool -  związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach konwalii. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Citronellol  związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach róży i geranium. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Hexyl Cinnamal - nienasycony aldehyd aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Geraniol związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach pelargonii. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Benzyl Salicylate - ester benzylowy kwasu salicylowego. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Benzyl Alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Limonene związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach skórki cytrynowejDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Hydroxycitronellal - alifatyczny aldehyd terpenowy, imituje zapach konwaliiDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Amyl Cinnamal - nienasycony aldehyd aromatyczny,  imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Cinnamyl alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach hiacyntuDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Citric acid - kwas cytrynowy. 

W skrócie: Co może (ale nie musi) powodować Ziaja po takim składzie? Uważam, że u osób wrażliwych np. to:


Źródło: http://www.skinsight.com/child/atopicDermatitisEczema.htm

Dlaczego wybrałam zdjęcie tego biednego dziecka? Z dwóch powodów. Po pierwsze - zdjęcia docierają do nas bardziej niż najpiękniej napisane teksty. Po drugie- sama tak wyglądałam po użyciu tego kremu. Na całej twarzy. Przez kilka ciągnących się dni. Może nie dokładnie tak samo. Moim plamom towarzyszyły bolesne uszkodzenia skóry. W takich chwilach żałuję, że ze wstydu pokasowałam wszystkie zdjęcia (a było ich sporo). Mając takie plamy cierpimy nie tylko fizycznie z powodu pieczenia.Wiedzcie,że choroba skóry to także choroba duszy.

Czy wy również odnieśliście wrażenie, że czytacie etykietkę płynu do czyszczenia auta a nie o kremie do twarzy? Pisząc ten post nie zdawałam sobie sprawy, że AŻ TYLE substancji w kremie za 4 zł działa tak negatywnie na naszą skórę dlatego podzieliłam je na dwie grupy. 




Pierwszą grupę związków zaznaczyłam kolorem czerwonym. Wbrew pozorom nie jest ich wcale tak wiele. Grupę tą stanowią oleje mineralne (Paraffinum liquidum, Cera Microcristallina, Paraffin, Ceresin, Paraffin Oil, Petrolatum, Liquid Paraffin, Mineral Oils, Oil Mist, White Oil, Hydrocarbon Oils, Vaseline)BHA (butylated hydroxyanisole), niewystępujący w składzie ale równie paskudny BHT (butylated hydroxytoluene) oraz parabeny: methyloparaben i ethyloparaben (najlepiej unikajcie wszystkiego ze słowem paraben;)).
 Mam nadzieję,że te 3 grupy związków z czasem utrwalą się w waszej pamięci. Wspólne powtarzanie przy okazji kosmetyków na pewno umili Wam zapamiętywanie :)

Drugą grupę związków zaznaczyłam kolorem ciemnopomarańczowym.Wszystkie podkreślone związki łączą dwie cechy - są alkoholami i działają drażniąco:) Niektóre z nich mają słowo "alkohol" nawet w nazwie co ułatwi nam trochę robotę: Cetyl, Lanolin, Benzyl Cinamyl Alcohol. Następnie: Hexyl i Amyl Cinnamal. Trzecią grupę stanowią związki z końcówką -ol:  LinaloolCitronellolGeraniol. W skład ostatniej, czwartej grupy zaliczymy więc pozostałe alkohole: Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate i Limonene.

Na początek wystarczy Wam zapamiętać nazwy oznaczone na czerwono (Rome wasn't built in a day! ;)). W momencie, gdy
w składzie kosmetyku znajdziecie chociaż jeden z zapamiętanych związków momentalnie zapali Wam się w głowie lampka ostrzegawcza. 

Na alkohole zaznaczone kolorem ciemnopomarańczowym możemy przymknąć oko, o ile nie mamy skłonności do reakcji alergicznych. Największym złem kosmetycznym są PARABENY i to ich należy się wystrzegać jak ognia. BHA i BHT jak już przeczytałyście też nie należą do korzystnych, więc 3 wspomniane przed chwilą związki bezwzględnie eliminujemy z kosmetyków. Co do sprawy OLEJÓW MINERALNYCH kwestię zostawiam do rozważenia dla Was - nie pomagają, dają chwilowe złudzenie nawilżonej cery i zapychają pory. Poza tym są to produkty destylacji ropy naftowej i ich wytwarzanie zanieczyszcza środowisko. Osobami "skazanymi" na nie są chorzy na przewlekłe choroby skóry. Wszystkie kosmetyki do pielęgnacji skóry problemowej jakie widziałam miały w składzie jeden z olejów mineralnych (wyjątek stanowi skóra twarzy). Wg mnie o ile nie cierpicie na AZS, ŁZS, łuszczycę itp i nie stosujecie specjalistycznych maści aptecznych powinniście ich unikać. Przyznam się szczerze, że podczas nawrotów stanów zapalnych pomaga mi... olej kokosowy!:) Był (i dalej jest) on zbawienny dla skóry dzięki czemu mogę unikać parafinowych kremów. 


Niedługo postaram się Wam pokazać, że istnieją fajne kosmetyki w przystępnych cenach (przyjmijmy do 30 zł). Pamiętajcie też, że drogi produkt nie zawsze oznacza zdrowy, "bez chemii". Oczywiście są również fajne kremy i powyżej wspomnianego limitu ale to wszystko niebawem jak uda mi się znaleźć coś godnego polecenia. 


Właśnie stwierdziłam, że zaczęłam Waszą edukację od najgorszego produktu i biję się w pierś!:) Dla pocieszenia dodam, że spędziłam nad tym kilka ładnych godzin aby zrobić to najrzetelniej (jak wyżej wspomniałam - 4 a teraz już nawet 5)! W trzeciej i zarazem ostatniej części opiszę 3 pozostałe kosmetyki (w zasadzie tylko złe składniki, których nie ma zbyt wiele) oraz dodam kilka słów dla poszerzenia wiedzy o wspomnianym w poprzednim poście antyperspirancie ;) Obiecuję,że wszystkie razem zajmą mniej niż dzisiejsza Ziaja. We wtorek oczekujcie trochę innego postu, natomiast 3 część pojawi się automatycznie w piątek (zapewne gdy będę wsiadała do samolotu). Pozdrawiam! :)