piątek, 30 października 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach, cz. 3 + Crystal, Michael Todd (Ammonium Alum, DMAE, Tetrasodium EDTA)

Hello!

Dzisiejszy wpis będzie zdecydowanie mniej przerażający niż ostatnie ;) W ciągu 3 poprzednich postów dowiedzieliście się czym są Mineral Oils (oleje mineralne), Butylated hydroxyanisole (BHA, butylowany hydroksyanizol), Butylated hydroxytoluene (BHT, butylowany hydroksytoluen), Parabeny (Methylo- i Ethylparaben) oraz poznaliście potencjalnie alergizujące alkohole. O ile tych ostatnich nie zawsze możemy uniknąć to pozostałych - owszem. Jak? Czytając dokładnie etykietkę. Często producenci piszą spolszczone wersje związków przez co możemy je omyłkowo przeoczyć. 
Właśnie usunęłam kilkanaście linijek tekstu bo uznałam, że ten post będzie za długi a miałam Was już tak nie męczyć. Obawiam się, że nie każdy jest skłonny przeczytać za jednym razem mój wywód długości badania naukowego... Z tego powodu następnym wpisem będzie część 4 - ostatnia!:)

Przejdźmy więc do głębszej analizy kolejnej  grupy kosmetyków wspomnianych w części pierwszej.


- Crystal, Body deodorant stick


Źródło: google.pl

Przed Wami produkt paradoks. Producent wyraźnie napisał, że jest to dezodorant bez soli aluminium. Jak już wcześniej wspomniałam zawarty w składzie AŁUN jest... dokładnie tym związkiem, którego produkt miał nie zawierać:)  Związek glinowo-potasowy lub glinowo-amonowy jest równoznaczny z solą aluminium (bo glin to aluminium ;)). 

Dlaczego więc powinniśmy unikać soli aluminium?
Chociażby dlatego, że są TOKSYCZNE. Znajdują się w puszkach, foliach, kremach do opalania oraz antyperspirantach i innych produktach blokujących gruczoły potowe. Pot i jego odór nie mogą wydostać się przez skórę więc zatruwają organizm od środka (aluminium ulega kumulacji). Stosowanie antyperspirantów z tą solą może doprowadzić do zapalenia gruczołów łojowych i potowych oraz przesuszenia i podrażnienia skóry. W komórkach nowotworowych znajdujących się w piersiach bardzo często odnajdowano ślady aluminium. Co więcej, WHO wydało oświadczenie o jego możliwym działaniu na chorobę Alzheimera. 


- Michael Todd, Citrus Cream Moisturizer


Źródła: google.pl i http://believe-u-can.blogspot.co.uk/2013/10/o-zamieszaniu-w-skadach-u-michaela-t.html

Jako drugi na celowniku znalazł się cytrusowy krem nawilżający od Michaela Todda. Poza podkreślonym na zdjęciu tetrasodium EDTA odkryłam jeszcze jednego "chochlika" w tym produkcie. Myślę tu
o DMAE. Przyznam szczerze, że o ile znałam wcześniej pierwszy to
z drugim spotkałam się dopiero analizując ten produkt. 

DMAE (dimethylaminoethanol) - związek ten znany jest od 30 lat
i stosuje się go jako doustny suplement w celu poprawy koncentracji. Obecnie wiadomo, że nie jest on tak efektywny jak sądzono. Stosuje się go m.in. u chorych na ADHD, Alzheimera i autyzm. 

Mimo braku oficjalnych danych dotyczących wpływu DMAE na skórę istnieje wiele źródeł internetowych, które znalazły związek pomiędzy nimi. Niektóre z nich zakładają, że substancja ta chroni błonę komórkową, jednak to działanie - jak twierdzą inni - może okazać się szkodliwe.
Badania opublikowane w British Journal of Dermatology (Marzec, 2007) wykazały, że w rzeczywistości może on stanowić zagrożenie dla skóry. Zarówno test czystej substancji in vitro (w warunkach labolatoryjnych) jak i kremów zawierających DMAE wykazały dość szybki i znaczny wzrost elementów ochronnych otaczających komórki skóry. Jednakże po krótkim czasie badacze zaobserwowali znaczny spadek ich zwiększania, a w niektórych przypadkach zatrzymał się zupełnie.
Wg badań Wydziału Medycyny Kanadyjskiego Uniwersytetu Laval, DMAE może również indukować śmierć komórek i zmniejszyć namnażanie fibroblastów produkujących kolagen. Powiększenie się komórek to w istocie reakcja obronna organizmu, której towarzyszy zwolnienie metabolizmu a na końcu ich śmierć. Dwadzieścia cztery godziny po nałożeniu stężonej substancji znajdującej się w kremie przeciwzmarszczkowym wskaźnik śmiertelności fibroblastów wynosił ponad 25%
Badanie przeprowadzone w Brazylii w 2009 roku pokazuje, że dimethylaminoethanol stosowany przez kilka lat może zwiększać grubość skóry i włókien kolagenu. Wskazuje ono również na działanie nawilżające DMAE i nieznaczne modyfikowanie właściwości mechanicznych tkanek
Opinię o związku zostawiam Wam. Oznaczyłam go kolorem ciemnopomarańczowym jako "do rozważenia" ze względu na niejednolite opinie na jego temat.

Tetrasodium EDTA (Ethylenediaminetetraacid, wersenian czterosodowy) zwiększa trwałość i stabilność kosmetyku poprzez tworzenie związków chemicznych z jonami metali. W obecności związków azotowych tworzy rakotwórcze nitrozaminy. Działa teratogennie (toksycznie na płód lub zarodek). Nie stosować
w czasie ciąży i laktacji.

Ps. W chwili publikacji powinnam już znajdować się w samolocie. Kolejny (i ostatni) post z tej serii pojawi się w środę - również automatycznie. Wiem, wiem. Obiecywałam tylko 3 ale ogrom wiedzy do przekazania jest zbyt przytłaczający aby pomieścić wszystko w jednej notce... Buziaki!





  1. http://www.czystekosmetyki.pl/sole-aluminium-w-kosmetykach.html
  2. http://www.paulaschoice.com/cosmetic-ingredient-dictionary/definition/dimethylaminoethanol-dmae
  3. https://www.truthinaging.com/review/what-is-it-dmae-anti-ager-or-cell-killer
  4. http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm
  5. http://ekotarg.pl/artykul/wybieram_zdrowe_kosmetyki._cz._v_co_to_jest_edta_,247







poniedziałek, 26 października 2015

Dlaczego założyłam blog, czyli kilka słów o moim uczuleniu, cz. 1.

 Od około 10-11 lat choruję na Łojotokowe Zapalenie Skóry  i/lub Atopowe Zapalenie Skóry (eh... ta jednomyślność lekarzy). W tamtym czasie, a nawet rok wcześniej, zauważyłam pierwsze objawy choroby na skórze głowy. Zostały one przeze mnie zignorowane, gdyż wiązałam je zawsze z czymś innym. Miałam na głowie strupy wypełnione płynem, które notorycznie zrywałam sądząc,że jest to zapewne źle spłukany szampon (bo co innego?).
Teraz już jestem świadoma, że pojawianie się owych reakcji jest związane z pobytem u babci i stosowania zwykłego, najtańszego szamponu pokrzywowego za "3 zł". Niestety nie pamiętam już jego nazwy. Po jakimś czasie pojawiły się plamy na twarzy ale tylko po zastosowaniu podkładu marki Under Twenty.

Źródło: kosmetyki.stylistka.pl

Do mniej więcej połowy 15 roku życia nie stosowałam raczej kosmetyków - wyjątek stanowiły kolorowe, wręcz ordynarne cienie do powiek, które uwielbiałam (sick!) ale nie malowałam się nimi na co dzień. Pewnego dnia postanowiłam kupić fluid (chociaż teraz nie wiem po co?). Przez dwa miesiące miałam piękną, gładką, za ciemną
(a jakże!) twarz w porównaniu do szyi ale to mi nie przeszkadzało
w "delektowaniu" się nowym skarbem. Prawdziwa "zabawa" zaczęła się szybciej niż mogłam to sobie wyobrazić. Pewnego dnia zaraz po nałożeniu podkładu zaczęłam odczuwać dyskomfort i uczucie pieczenia na prawym policzku oraz w okolicy nosa. Po kilku minutach zobaczyłam wysyp czerwonych, piekących plam i natychmiast zmyłam podkład. Jak się zapewne domyślacie plamy zostały na mojej twarzy przez kilka dni. Towarzyszyły im uszkodzenia skóry i nadmierne jej przesuszanie (szczególnie w strefie T). Próbowałam jeszcze do niego wrócić ale ostatecznie się poddałam i go wyrzuciłam. 


Nie jestem pewna co było najpierw - podkład czy żele myjące do twarzy. Uczulały mnie również żele i peelingi do mycia twarzy wszelakich firm. Prekursorem był Under Twenty (ta sama marka co podkład), później poszło z górki: Garnier, Nivea, Clean & Clear
i pozostałe firmy, których w tej chwili nie pamiętam. Wszystkie
z podobnego przedziału cenowego. Objawy były bardziej nasilone, piekła mnie już cała skóra, bez wyjątków. 






                                                    wizaz.pl; natura.pl




Do malowania się wróciłam gdy miałam blisko 17 lat. Muszę w tym miejscu stwierdzić,że natura (zanim pojawiło się to uporczywe zapalenie) bardzo łaskawie obchodziła się z moją skórą. "Trądzik młodzieńczy" - o ile mogę nazwać mój chwilowy epizod - objawił się miesięcznymi krostami, których bardzo szybko się pozbyłam (max 2 miesiące). Tak więc wróciłam do używania podkładu i reszty asortymentu - pudru, tuszu, bardziej stonowanych cieni. Znowu ta sama, dobrze już znana kolej rzeczy. Kilka miesięcy spokoju, walka, odstawienie. W tamtym okresie podkładem, który mnie nie uczulił a miał przystępną cenę był Lirene w szarym opakowaniu (kosztował ok
17-20 zł). 




Wypróbowałam większość wariantów co kończyło się tylko jeszcze silniejszymi wykwitami na twarzy. Najgorsze były produkty hypoalergiczne - serio! Podkład z owej serii marki AA uczulił mnie po...
7 dniach. To był zdecydowanie mój rekordzista. Całe liceum spędziłam na testowaniu coraz to nowszych kosmetyków do pielęgnacji i makijażu. Krem Soraya równie szybko został pożegnany co poprzednie. 



To chyba ten ;) 
wizaz.pl

Postanowiłam udać się do dermatologa. Do stosowania na twarz przepisała mi tłusty krem apteczny. Produkt taki działa powierzchniowo, a więc skóra dalej była przesuszona. Niedługo przed wizytą stwierdziłam, że mam również problem z nadmiernie wypadającymi włosami. Dostałam więc od dermatologa niemiecką wcierkę do włosów Neril Haar z Garniera. Analizując teraz na szybko jego skład stwierdzam, że nie jest on szkodliwy i u większości osób nie spowoduje alergii (wyjątek - uczuleni na glikol propylenowy, alkohol). 

Miałam również dodatkowy problem skórny, o którym właśnie sobie przypomniałam. Od wczesneij młodości pojawiały się u mnie czerwone, drobne krostki - na udach, buzi, plecach czy ramionach. Dziś występują one niemal nieprzerwanie (z większym lub mniejszym na sileniem) na rękach i sporadycznie nad łopatkami. W tym miejscu muszę wtrącić jeszcze jedną ważną informację. Przez pewien czas w okresie dzieciństwa źle się czułam po mleku dlatego alergolog podejrzewał skazę białkową. Wykonane testy w późniejszym wieku ok 13-14 lat dały wynik ujemny, jednak to - jak już dziś wiem dzięki Pani prof. ze studiów od znienawidzonej immunologii ;)- nie świadczy o braku nadwrażliwości na dany pokarm czy substancję. Testy skórne wykonywane
w gabinetach lekarskich wykrywają przeciwciała igE, odpowiedzialne za alergię. Natomiast immunoglobuliny klasy G (igG) występują
w przypadku nietolerancji pokarmowej (nie, to nie jest to samo!). Nie wiem, może w czasach dzieciństwa takie testy nie były jeszcze dostępne. Dziś na rynku mamy m.in. Food Detectice, służący do wykrywania IgG. Testy te wykonują wyspecjalizowani lekarze czy dietetycy. 


Wróćmy jednak do tematu mojej skóry. Pani dermatolog przepisała mi krem mocznikowy Pilarix. Po nałożeniu go na skórę ramion za każdym razem miałam okropne uczucie pieczenia i szybko zaczerwieniała mi się skóra. Był to jednak ból nie do wytrzymania i musiałam go szybko zmyć ze skóry. 



http://www.i-apteka.pl/product-pol-2129-PILARIX-krem-100ml.html


Nie zaobserwowałam do tej pory uczulenia na kwas salicylowy, który
o to podejrzewałam. Pozostałymi składnikami, które mogły się do tego przyczynić są alkohole (Cetyl i Stearyl) Ethylparaben. Zastanawiam się teraz, a w zasadzie to przecież wszyscy wiemy co by się stało gdybym zastosowała się do zaleceń pani dermatolog i nałożyła go również punktowo na przesuszone zgrubienia skórne na twarzy... O zgrozo! 


O ile na alkohole o działaniu alergizującym występujące w kosmetykach (dopóki nie mamy na nie uczulenia) można przymknąć czasem oko
o tyle na parabeny - nie. Dlaczego? Tych, którzy pominęli poprzedni post zachęcam do przeczytania więcej na ten temat http://beauty-is-a-lie.blogspot.co.uk/2015/10/chemiczne-skadniki-w-kosmetykach-cz-2.html


Po leczeniu bez skutków postanowiłam na własną rękę walczyć ze szpecącymi mnie plamami... 


Wyczekujcie więc kontynuacji tego wpisu! :) Buziaki!


Ps. Zauważyłam, że mam wyłączoną opcję komentowania dla niezarejestrowanych użytkowników. Odblokowałam ją i tym samym zachęcam wszystkich do wypowiadania się co sądzicie na dany temat;) 

czwartek, 22 października 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach, cz. 2 - Krem oliwkowy Ziaja (Paraffinum Liquidum i inne oleje mineralne, parabeny, BHA i BHT)

Przed Wami druga część postu o chemicznych składnikach. Tych, którzy nie czytali odsyłam do lektury: http://beauty-is-a-lie.blogspot.co.uk/2015/10/chemiczne-skadniki-w-kosmetykach.html. Na starcie muszę Was zmartwić. Będzie trzecia część więc można rzec, że napiszę trylogię ;). Dlaczego? Dowiecie się w dalszej części. Przyjrzyjmy się zatem bliżej wspomnianemu w poprzednim poście produktowi. 

Cały czas staram się zrozumieć dlaczego krem oliwkowy firmy Ziaja jest tak popularny. Zgaduję, że ze względu na cenę - ok. 4 zł. Osobiście po pierwszym użyciu dostałam kontaktowego zapalenia skóry. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co teraz po ponad 4 godzinach pisania postu. Mam nadzieję, że moim długim wywodem pokażę Wam dlaczego nie warto mieć go w szufladzie. Podczas poszukiwań składników produktu interesujący okazał się fakt, że na każdej stronie miał... inny skład;) Najczęściej proporcje. W jednej wersji (zdjęcie poniżej) znajdowało się nawet więcej oleju parafinowego (Paraffinum Liquidum) niż wody. W innym zaś głównym składnikiem było Petrolatum (nafta). Jako, że w przypadku tego pierwszego mam dowód w postaci zdjęcia, postanowiłam go opisać poniżej. 




Źródło: mycreativemakeup.blogspot.com

wizaz.pl
  • Paraffinum Liquidum (olej parafinowy, płynna parafina),  Cera Microcristallina (wosk parafinowy), Paraffin (parafina) i Ceresin (cerezyna, rafinowany wosk ziemny) należą do olejów mineralnych (produktów destylacji ropy naftowej). Nie wchłaniają się z powierzchni skóry, zatykają tym samym pory i gromadzą kurz i bakterie. Stosowane jako tanie zmiękczacze w wielu (!) kosmetykach.
    Oleje mineralne mogą występować pod innymi nazwami takimi jak: 
    Petrolatum (nafta), Liquid Paraffin (płynna parafina), Paraffin Oil (olej parafinowy), Mineral Oils, Oil MistWhite OilHydrocarbon OilsVaseline (wazelina) i inne substancje utworzone od tych nazw;

  • Aqua (woda);
  • Helianthus Anuus (Sunflower) Seed Oil - olej słonecznikowy;
  • Olea Europaea (Olive) Fruit Oil - oliwa z oliwek;
  • Cetyl Alcohol - emolient, może powodować kontaktowe zapalenie skórny (contact eczema);
  • Lanolin Alcohol - emolient, może powodować kontaktowe zapalenie skórny, możliwa reakcja alergiczna po dłuższej ekspozycji na alergen;
  • BHA (butylated hydroxyanisole, butylowany hydroksyanizol) - wraz z nieobecnym w składzie ale równie często zawartym w kosmetykach BHT (butylated hydroxytoluene, butylowany hydroksytoluen) występują
    w kremach jako konserwanty i przeciwutleniacze. Mogą powodować, świąd, rumień, pokrzywkę oraz inne alergie. W niektórych przypadkach powodują kontaktowe zapalenie skóry. Prawdopodobnie wpływają toksycznie na nerki. Mogą powodować napady duszności. 
  • Methyloparaben i Ethylparaben- konserwanty; powodują alergiczne zapalenie skóry (egzema) typu pokrzywki, rumienia i strupków po pęknięciu pęcherzyków. Wchłaniają się ze skóry do krwi i limfy (!) działając ogólnie. Szczególnie łatwo przenikają przez skórę w pachwinach, klatce piersiowej, szyi i w okolicach narządów płciowych. Działają proestrogennie (predysponują do rozwoju raka piersi). Mogą niekorzystnie wpływać na rozwój zarodka
    i płodu u kobiet ciężarnych. Na mężczyzn działają feminizująco (obniża testosteron). Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.
     
  • Parfum (Fragrance);
  • Linalool -  związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach konwalii. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Citronellol  związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach róży i geranium. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Hexyl Cinnamal - nienasycony aldehyd aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Geraniol związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach pelargonii. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Benzyl Salicylate - ester benzylowy kwasu salicylowego. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Benzyl Alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Limonene związek z rodziny alkoholi terpenowych, imituje zapach skórki cytrynowejDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Hydroxycitronellal - alifatyczny aldehyd terpenowy, imituje zapach konwaliiDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Amyl Cinnamal - nienasycony aldehyd aromatyczny,  imituje zapach jaśminu. Działa drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Cinnamyl alcohol - alkohol aromatyczny, imituje zapach hiacyntuDziała drażniąco na skórę. Może prowadzić do kontaktowego zapalenia skóry. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów;
  • Citric acid - kwas cytrynowy. 

W skrócie: Co może (ale nie musi) powodować Ziaja po takim składzie? Uważam, że u osób wrażliwych np. to:


Źródło: http://www.skinsight.com/child/atopicDermatitisEczema.htm

Dlaczego wybrałam zdjęcie tego biednego dziecka? Z dwóch powodów. Po pierwsze - zdjęcia docierają do nas bardziej niż najpiękniej napisane teksty. Po drugie- sama tak wyglądałam po użyciu tego kremu. Na całej twarzy. Przez kilka ciągnących się dni. Może nie dokładnie tak samo. Moim plamom towarzyszyły bolesne uszkodzenia skóry. W takich chwilach żałuję, że ze wstydu pokasowałam wszystkie zdjęcia (a było ich sporo). Mając takie plamy cierpimy nie tylko fizycznie z powodu pieczenia.Wiedzcie,że choroba skóry to także choroba duszy.

Czy wy również odnieśliście wrażenie, że czytacie etykietkę płynu do czyszczenia auta a nie o kremie do twarzy? Pisząc ten post nie zdawałam sobie sprawy, że AŻ TYLE substancji w kremie za 4 zł działa tak negatywnie na naszą skórę dlatego podzieliłam je na dwie grupy. 




Pierwszą grupę związków zaznaczyłam kolorem czerwonym. Wbrew pozorom nie jest ich wcale tak wiele. Grupę tą stanowią oleje mineralne (Paraffinum liquidum, Cera Microcristallina, Paraffin, Ceresin, Paraffin Oil, Petrolatum, Liquid Paraffin, Mineral Oils, Oil Mist, White Oil, Hydrocarbon Oils, Vaseline)BHA (butylated hydroxyanisole), niewystępujący w składzie ale równie paskudny BHT (butylated hydroxytoluene) oraz parabeny: methyloparaben i ethyloparaben (najlepiej unikajcie wszystkiego ze słowem paraben;)).
 Mam nadzieję,że te 3 grupy związków z czasem utrwalą się w waszej pamięci. Wspólne powtarzanie przy okazji kosmetyków na pewno umili Wam zapamiętywanie :)

Drugą grupę związków zaznaczyłam kolorem ciemnopomarańczowym.Wszystkie podkreślone związki łączą dwie cechy - są alkoholami i działają drażniąco:) Niektóre z nich mają słowo "alkohol" nawet w nazwie co ułatwi nam trochę robotę: Cetyl, Lanolin, Benzyl Cinamyl Alcohol. Następnie: Hexyl i Amyl Cinnamal. Trzecią grupę stanowią związki z końcówką -ol:  LinaloolCitronellolGeraniol. W skład ostatniej, czwartej grupy zaliczymy więc pozostałe alkohole: Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate i Limonene.

Na początek wystarczy Wam zapamiętać nazwy oznaczone na czerwono (Rome wasn't built in a day! ;)). W momencie, gdy
w składzie kosmetyku znajdziecie chociaż jeden z zapamiętanych związków momentalnie zapali Wam się w głowie lampka ostrzegawcza. 

Na alkohole zaznaczone kolorem ciemnopomarańczowym możemy przymknąć oko, o ile nie mamy skłonności do reakcji alergicznych. Największym złem kosmetycznym są PARABENY i to ich należy się wystrzegać jak ognia. BHA i BHT jak już przeczytałyście też nie należą do korzystnych, więc 3 wspomniane przed chwilą związki bezwzględnie eliminujemy z kosmetyków. Co do sprawy OLEJÓW MINERALNYCH kwestię zostawiam do rozważenia dla Was - nie pomagają, dają chwilowe złudzenie nawilżonej cery i zapychają pory. Poza tym są to produkty destylacji ropy naftowej i ich wytwarzanie zanieczyszcza środowisko. Osobami "skazanymi" na nie są chorzy na przewlekłe choroby skóry. Wszystkie kosmetyki do pielęgnacji skóry problemowej jakie widziałam miały w składzie jeden z olejów mineralnych (wyjątek stanowi skóra twarzy). Wg mnie o ile nie cierpicie na AZS, ŁZS, łuszczycę itp i nie stosujecie specjalistycznych maści aptecznych powinniście ich unikać. Przyznam się szczerze, że podczas nawrotów stanów zapalnych pomaga mi... olej kokosowy!:) Był (i dalej jest) on zbawienny dla skóry dzięki czemu mogę unikać parafinowych kremów. 


Niedługo postaram się Wam pokazać, że istnieją fajne kosmetyki w przystępnych cenach (przyjmijmy do 30 zł). Pamiętajcie też, że drogi produkt nie zawsze oznacza zdrowy, "bez chemii". Oczywiście są również fajne kremy i powyżej wspomnianego limitu ale to wszystko niebawem jak uda mi się znaleźć coś godnego polecenia. 


Właśnie stwierdziłam, że zaczęłam Waszą edukację od najgorszego produktu i biję się w pierś!:) Dla pocieszenia dodam, że spędziłam nad tym kilka ładnych godzin aby zrobić to najrzetelniej (jak wyżej wspomniałam - 4 a teraz już nawet 5)! W trzeciej i zarazem ostatniej części opiszę 3 pozostałe kosmetyki (w zasadzie tylko złe składniki, których nie ma zbyt wiele) oraz dodam kilka słów dla poszerzenia wiedzy o wspomnianym w poprzednim poście antyperspirancie ;) Obiecuję,że wszystkie razem zajmą mniej niż dzisiejsza Ziaja. We wtorek oczekujcie trochę innego postu, natomiast 3 część pojawi się automatycznie w piątek (zapewne gdy będę wsiadała do samolotu). Pozdrawiam! :) 








   

wtorek, 20 października 2015

Chemiczne składniki w kosmetykach - wprowadzenie.

Witam na moim blogu!


Źródło: google.pl

Czy zastanawialiście się kiedyś jaką cenę płacimy za piękno? Wydajemy ogromne sumy pieniędzy na kosmetyki ślepo wierząc koncernom,że ich produkty uczynią nas zdrowszymi czy piękniejszymi. Tymczasem producenci wyszukują coraz to lepsze sposoby zmniejszenia kosztów produkcji i co za tym idzie jakości oferowanych przez nich towarów. W chwytach marketingowych nie mają oni żadnych skrupułów. 

W drogeriach często przykuwają naszą uwagę produkty mające na etykiecie napisy:

 "naturalny"


"organiczny"
(źródło: google.pl)

czy nawiązujące do produktów "domowych" czy "babcinych" jak Bania (Babcia) Agafii czy z Apteczki Babuni. 
(źródło: www.sklep.bioarp.pl)



Proszę mnie źle nie zrozumieć, poza jednym szamponem umieszczonym powyżej nie natknęłam się jeszcze z innym "złym" produktem Agafii. Odmienne zdanie mam do szamponu Babuni, którego skład przyprawia mnie o gęsią skórkę ale ten temat zostawię już na inną okazję. 
Nasuwa się pytanie: Dlaczego przedstawione produkty się tu pojawiły? Odpowiedź jest prosta. Producenci tych kosmetyków stosują zabieg, który ma sprawić abyśmy pomyśleli o nich jako o czymś naturalny, dobrym, tradycyjnym (stosowanym przez babcie) i co za tym idzie zachęciły nas do kupna. Kogo przecież obchodzi,że kosmetyki są kancerogenne, przyspieszają starzenie się skóry i nie mają nic wspólnego z tym co obiecywał producent na opakowaniu? Nie sprawdzi się krem? To może wypróbuj inny z naszej serii! Tak, tu chodzi tylko o to abyśmy wydały pieniądze a nie dobrze wyglądały!. 


Źródło: http://believe-u-can.blogspot.co.uk/2013/10/o-zamieszaniu-w-skadach-u-michaela-t.html

Citrus Cream Moisturizer marki Michael Todd jest dość popularny w Stanach. Uważam,że względu na napis "TRUE ORGANIC" sugerujący,że jest kosmetykiem naturalnym - a więc z pozytywnym efektem na organizm - powinien mieć lepiej przemyślany jeden
z końcowych składników. Mówię tu o kancerogennym (rakotwórczym)
i drażniącym skórę i błony śluzowe Tetrasodium EDTA (wersenian czterosodowy). 




Źródło: google.pl

Skład antyperspirantu Crystal brzmi równie obiecująco. Hypoalergiczny, bezzapachowy a przede wszystkim bez soli aluminium. Czego chcieć więcej? No może odwrócić opakowanie...


Źródło: google.pl

Tu też brzmi równie obiecująco. Dodano:  w 100% nturalny, działa kojąco, bez sztucznych barwników i parabenów. W tym miejscu dochodzimy do zdania "zawiera kryształ soli wulkanicznej - AŁUN" i na pewno zadajesz teraz pytanie co to jest ten cały ałun? Odpowiem Ci najprościej jak potrafię - ałun jest minerałem a w zasadzie solą aluminium! Jak to możliwe? Ponieważ jest to związek glinowo-potasowy lub glinowo-amonowy a glin to nic innego jak aluminium :) W ten oto sposób producent wpuścił wszystkich w maliny i sprzedaje sól aluminium pod nazwą ałun z dopiską nie zawiera soli aluminium. Sprytne, prawda?:) 

Przedstawiłam tu zaledwie przedsmak tego co czeka Was w kolejnych wpisach. Oczywiście należy dodać,że nie każdy kosmetyk jest szkodliwy. Postaram się poprzez wpisy nauczyć Was jak czytać etykiety aby nie dać się wpuścić w maliny, których kosmetyków unikać a po jakie sięgać. Buziaki!